//////
  • Archives
  • Categories
  • WAŻNE UCZESTNICTWO

    2016 - 06.09

    Gdy uczestnictwo w niej staje się dla nich w jakiś sposób ważne i cenne, przestaje ludzi dręczyć koszmar „pustki istnienia”.Ale sprawa „pustki istnienia” i „sensu ży­cia” nie ogranicza się do społecznej sytuacji społecznych funkcji człowieka. Ma ona jesz­cze pewien wymiar głębszy, bardziej zasadni­czy. Jest związana z wyborem określonych wartości, z określonym stylem istnienia. Osta­tecznie, jednostka żyje w przeświadczeniu, iż właśnie tak warto żyć: nawet jeśliby takie życie nie prowadziło do sukcesów materialnych lub nie zapewniało społecznego znaczenia. Sens ży­cia nie zawsze da się sprowadzić do zespołu wartości instrumentalnych, dzięki którym rea­lizuje się zamierzenia życiowe.

    GRANICE NASZEJ WIEDZY

    2016 - 06.09

    Gdy jed­nak akceptacja taka nie następuje? Gdy dzień powszedni staje się znużeniem, obojętnością, rezygnacją? Jakaż koncepcja wartości życia potrafi zmienić te doświadczenia i odkryć źró­dła sił twórczych?Docieramy tu db’ granic naszej wiedzy człowieku i jego*żyain., Mpżna apelować do wielkich wyobrażeń i wielkich mitów — do Boga, do historii, do-ludzkości, do postępu — ale gdy jednostka ludzka ma poczucie „pustki istnienia”, terapia tego rodzaju zawodzi. Po­czuciem sensu życia nie potrafimy obdarzać jednostek za pomocą metody abstrakcyjnych argumentacji, składających się na systemy ideowe, w których życie ma określony sens. Poczucie sensu życia jest doświadczeniem egzy­stencjalnym i rodzić się może jedynie z sa­mej rzeczywistości, w której ludzie żyją.

    KONSTRUOWANIE SENSU ŻYCIA

    2016 - 06.09

    Dążenie takie przeciwstawia się przekonaniu, dyktowanemu przez modę lub przekorę, wedle którego zawsze i wszędzie „życie jest nonsen­sem”, a także doświadczeniu, które powstaje z nagromadzenia przeciwieństw i klęsk i które podobnie — uczy, iż wszystko jest pozbawio­ne sensu. Konstruowanie sensu życia stanowi zabieg terapeutyczny, dzięki któremu likwido­wane są tzw. frustracje egzystencjalne. Ale konstruowanie sensu życia jest procesem skomplikowanym i trudnym. Chociaż bowiem człowiek zdaje sobie sprawę z pilnej i ważnej potrzeby takiej konstrukcji, wie równocześnie, iż jest ona dowolna i krucha. Któż bowiem za­pewnie jej może obiektywne instancje słusznoś­ci? Jakie kryteria możemy przyjąć jako nie­wzruszone?

    WIZJA POZYCJI DZIAŁANIA

    2016 - 06.09

    Jest to przede wszystkim wizja własnej pozy­cji i własnego działania wśród ludzi. Kazimierz Obuchowski słusznie podkreśla, iż kontakt emo- cjalny, aczkolwiek tak ważny, nie może być źródłem pełnej orientacji dla naszych powszed­nich działań. Stwarza on atmosferę bliską intymną, nie sięga ku sytuacjom obiektyw­nym i rzeczowym. „U normalnego, dorosłego człowieka — pisze Obuchowski — jedynym kierunkiem działania mogącym zapewnić wyż­sze, dojrzałe formy zachowania się jest kie­runek wyznaczony przez potrzebę seńsu życia […]. Zaspokojenie to zaś polega na uzasadnie­niu sobie w jakiś sposób sensu swojego bytu, wytyczającym jasny, praktyczny i możliwy do zaaprobowania przez siebie kierunek działa­nia”.

    PUSTKA ISTNIENIA I SENS ŻYCIA

    2016 - 06.09

    Znów wracamy, nadając mu nową postać, do pytania: czemu jest posłuszny człowiek? Po­zwala kierować sobą lękom czy ufności? Co głębiej sięga w jego naturę: trwoga czy zaufa­nie? Czy jest stworzeniem, które się boi, czy stworzeniem, które ufa? I znowu – jak po­przednio — nie odpowiemy jednoznacznie na alternatywne sugestie zawarte w tych pyta­niach. Stwierdzimy raczej, iż w tych sprzecznościach wyraża się ludzka natura, iż człowiek jest właśnie wewnętrznie tak rozdwojony; uzna­my, że znajduje się on nieustannie na rozdrożu, na którym krzyżują się drogi lęku i ufności.Wydostanie się z tego rozdroża możliwe jest dzięki wizji ukazującej wartość i sens, życia.

    WZÓR SŁOŃCA I WINA

    2016 - 06.09

    Wzór „słońca” i wzór „wina”, wzór siły męskiej i siły kobiecej, wzór jasności kształtu, dyscypli­ny, umiaru — i wzór ekstazy, szału, zabawy, wspólnoty. W pierwszym przypadku było to życie „ducha” oglądającego z suwerenną wyż­szością bieg zdarzeń, będących „materią” re­fleksji i sztuki, w przypadku drugim była to wizja wielkiego korowodu tanecznego, który manifestował uroki życia. Ta dwoistość — jak słusznie stwierdza Otto — miała wspólne ko­rzenie w zaufaniu do bytu. Podobnie średniowiecze znało różne rodzaje akceptacji życia.  Inaczej ujmował ją Dante, inaczej Franciszek z Asyżu. Gdy pierwszy uwy­datniał racjonalne korzenie ufności człowieka w boską sprawiedliwość, gwarantującą porzą­dek świata oparty na moralnych wartościach, drugi akcentował ekstatyczną jedność człowie­ka i bytu, dzięki której jego życie nie było nig­dy samotne, lecz zespolone z przyrodą i Bo­giem.

    LUDZKA ULEGŁOŚĆ

    2016 - 06.09

    Nawet Schopenhauer, który tyle złego powiedział o ludzkiej uległo­ści wobec woli życia i który cenił tak wysoko możliwość jej przezwyciężenia, a wraz z nim i odrzucenia złudy tego świata materialno-spo- łecznego, przyznawał, iż człowiek należy do niego i że natura ludzka wyraża się właśnie w konieczności akceptacji życia. Zyć nie znaczy to więc: być skazanym na życie; znaczy to: chcieć żyć; mieć do życia ja­kieś zaufanie, wiązać z nim jakieś nadzieje, cenić pojawiające się w nim sytuacje i wyda­rzenia. Ta ufność — podobnie jak lęk — ma wiele postaci, które w dziejach ludzkości wy­rażały się w różnych formach. Grecja pozostawiła potomnym dwojaki wzór akceptacji życia: apolliński i dionizyjski.

    ŻYCIE I UFNOŚĆ

    2016 - 06.09

    Jeśli człowiek jest stworzeniem, które żyje w nieustannym lęku, to dlaczego nie porzuca życia? Czy jest z nim związany jedynie po­wszechnym „instynktem samozachowawczym”, którego przezwyciężenie udaje się tylko nielicz­nym, czy też akceptuje świadomie życie, które mu jest dane? Czy tylko nie zdobywa sią na porzucenie życia, czy też właśnie pragnie żyć? Aczkolwiek stwierdzano niekiedy, iż człowiek jest jedynym stworzeniem żywym, które potra­fi dobrowolnie zadawać sobie śmierć — cho­ciaż bywało to kwestionowane — nie podno­szono tej obserwacji do wyżyn prawdy antro­pologicznej. Samobójstwa nie traktowano jako wyrazu istoty człowieka; traktowano je jako odstępstwo od normy.

    TRWOGA I DRŻENIE

    2016 - 06.09

    Kierkegaard, który uzyskał rozgłos w czasach późniejszych, widział w „trwodze i drżeniu” świadectwo autentyczności życia człowieka, rękojmię odrodzenia wiary i reali­zacji jego powołania.W wieku XX psychoanaliza i egzystencja- lizm uczyniły z lęku i trwogi zasadnicze kate­gorie antropologiczne. Samą istotą człowieka miała być właśnie trwoga przed wrogim wszechświatem, przed cywilizacją nauki i tech­niki, przed wrogością innych ludzi, przed sa­mym sobą, wydanym na pastwę popędów. I nawet pisarze, którzy nie akceptują tych kie­runków myślenia, pytają z trwogą: kim stanie się człowiek, który miał dość siły, aby osiąg­nąć poznanie pozwalające mu wyzwolić się z naturalnego porządku, ale nie posiada wciąż dość mocy, aby rozjaśnić te „tajemnice, które są w nas i wokół nas — od atomu do galaktyk, od psychiki ślimaka do genialności Einstei­na”.